Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografia jako autoterapia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografia jako autoterapia. Pokaż wszystkie posty

Autobiografia: autoportret, autoterapia, autokreacja

 

Coś najpierw robię, żeby dopiero potem nabyć wiedzę na temat tego, co zrobiłam, i to głównie po to, żeby wiedzieć, że dane doświadczenie miało sens. Tak to na ogół wygląda. Wiedzę o życiu czerpię więc z praktyki życia, teoria natomiast jest mi dawana później, głównie po to, żeby siebie i życie zrozumieć. Czy wszystko, co w życiu robię ma sens? W pewnym sensie tak, chociaż nie zawsze potrafię pojąć, po co te różne doświadczenia zdarzały mi się po drodze do wiadomego ostatecznego celu, a co kiedyś podsumowało mi się w takich słowach:


Alice


Back alleys

Black alleys


All walks of life


Dead ends

which

Death ends


(don't ask me why)


©prowincjałka


Na przykład w chwili obecnej po raz kolejny doświadczam tego, że wiedza przychodzi do mnie dopiero po doświadczeniu. Najpierw bowiem przez piętnaście lat ot-tak-sobie spisywałam na blogu swoje życie, z czasem zaczynając przeczuwać, że to ma sens. Jednak dopiero teraz - patrząc wstecz, w teraz, i w przyszłość - zaczynam pełniej rozumieć porządkujące i terapeutyczne znaczenie tej czynności [PostScriptum. Tagi, tagi].


Z poniżej zamieszczonych fragmentów opracowań naukowych na temat różnych aspektów twórczości autobiograficznej, które teraz z ciekawości przejrzałam, pewnie najlepiej zapamiętam ten cytat: „Bardzo łatwo jest napisać złą powieść, ale bardzo trudno napisać złą autobiografię” - Philippe Lejeu. Bardzo więc dobrze, że nie potrafię, nie chcę i nie tworzę fikcyjnych fabuł, gdyż zmniejsza to znacznie ryzyko stworzenia czegoś złego.


Czytam też, że stale wzrasta zainteresowanie pisarstwem non-fiction, w tym literaturą dokumentu osobistego, czego przyczynę należy upatrywać między innymi w znudzeniu dotychczasową formą powieści, w tabloidyzacji mediów i kultury, a także w rozwoju mediów społecznościowych, co może tylko cieszyć staruszkę, taką jak ja, że niechcący jest aż tak trendy. I dalej dowiaduję się, że twórczość autobiograficzna obejmuje wiele zagadnień (pakt autobiograficzny, postawa autobiograficzna, dziennik, pamiętnik, autoportret). Może też być formą autoterapii: „Z leczniczych właściwości pisania o sobie zdawali sobie sprawę już twórcy starożytni (m.in. Marek Aureliusz), a wielu pisarzy świadomie wykorzystywało w swoich utworach osobiste doświadczenia, by się z nimi uporać. Jednak dopiero współczesność wykorzystała autobiografię jako regularną formę terapii.” [źródło]


*


Pamiętam, że w trzeciej klasie szkoły podstawowej mieliśmy za zadanie ułożyć krótkie opowiadanie z morałem. Coś tam wymyśliłam, ale żaden morał nie przychodził mi do głowy. W sukurs przyszła mi wtedy moja pedagogicznie wykształcona moralna Mama i podpowiedziała zgrabną konkluzję wpisaną w zakończenie historyjki. Obecnie prawie każda z moich autobiograficznych opowiastek posiada coś, co z angielska nazywam the bottom line, czyli jakby końcową linijkę, rodzaj podsumowania, w przypadku moich tekstów zawierającego pewnego rodzaju akcent umoralniający, który napisało - samo życie.


Kiedy w dzieciństwie, dwa lata po szkolnej przygodzie z pisaniem fikcyjnego opowiadania, zaczęłam sama z siebie pisać autentyczny pamiętnik, zobaczył to mój socjologicznie wykształcony próżny Tata, i od razu zrobił mi wykład, żebym pisała tak, aby można było ten pamiętnik kiedyś gdzieś opublikować, co miało taki skutek, że przestałam pisać w ogóle, aż do czasu, kiedy w wieku przedemerytalnym los zaprowadził mnie do salon24.pl. A tutaj od notki do notki, chcąc nie chcąc robię to, co doradzał mi Tata: piszę tak, żeby można było to opublikować, a co więcej - od razu publikuję [Patrz mi w oczy, kiedy mówię].


Tak więc kiedy poetka Ewa Filipczuk, zamieszczająca tutaj swoje wiersze (Bywałam w otchłani i w piekle, ale po co pamiętnik ma o tym wiedzieć? / Piszę wierszem tę prozę, żeby były szczeliny. - z wiersza Autobiografia) czasami wyrazi uznanie dla jakiegoś mojego tekstu, za każdym razem mam ochotę odpowiedzieć w stylu zamieszczonego wyżej cytatu Philippe Lejeu, dodając, że ja (próżna i moralna) trzymam się jedynie nauk wyniesionych z czasów podstawówki: ma być do publikacji, i ma mieć morał.





Dodane zdjęcia: Be Yourselfie, lipiec 2024
Przy okazji, motyw lustra: [Lustracja, lustracja]
Przy okazji, rozdział ostatni: [2023. Pierwsza młodość]


►„Literaturoznawca postrzega autobiografię jako tekst kultury, który – odrzuciwszy na dobre podejście strukturalistyczne – należy poddawać analizie z uwzględnieniem uwarunkowań biograficznych autora. Socjolog w konstrukcji autobiografii dostrzeże sposób konceptualizacji jednostkowego doświadczenia, charakterystyczny dla danego społeczeństwa, żyjącego w określonych warunkach i czasie. Psycholog skłonny jest traktować ją jako materiał diagnostyczny, odsłaniający – przynajmniej częściowo – podświadome emocje i motywacje piszącego, a także jako formę psycho- lub autoterapii. Pedagog dostrzeże potencjał tworzenia narracji o samym sobie jako narzędzia wspomagającego rozwój jednostki, szczególnie w okresie, gdy może ona otoczyć refleksją a posteriori swoją życiową drogę. [podkreślenia moje]” (Joanna Bierejszyk - Dojrzewanie do siebie przez autobiografię)


►„Aktywności związane z tekstem, takie jak pisanie lub czytanie, są wykorzystywane bardzo często jako element terapii w trudnych sytuacjach egzystencjalnych. Tworzenie tekstu lub odtwarzanie go w czytaniu spełnia kilka istotnych funkcji: po pierwsze, funkcję fizjoterapeutyczną (np. terapia ręki poprzez pisanie przy doznanym paraliżu); po drugie, funkcję psychoterapeutyczną (np. pisanie ekspresywne, które prowadzi m.in. do przedstawienia, oswojenia i w konsekwencji wyzbycia się traum lub traumatyzujących doświadczeń); po trzecie, funkcję terapii tożsamościowej, pozwalającej połączyć przerwane wątki narracji o sobie np. w doświadczeniu afazji; po czwarte, funkcję memoterapii w przypadku schorzeń, które prowadzą do zaniku i ostatecznie utraty pamięci; po piąte, dość specjalistyczną funkcję zapobiegania hermeneutycznemu wykluczeniu poprzez przystąpienie do wspólnoty piszących” (Klaudia Muca -Tekst jako terapia. Humanistyka medyczna i badania nad reprezentacjami doświadczeń we współczesnej polskiej kulturze literackiej)


►„Naukowcy nie są zgodni co do tego, jak sklasyfikować tę terapię. Dla jednych, terapia wspomnieniowa jest jedną z technik w arsenale środków biblioterapeutycznych. Ci badacze wprowadzili nawet nowy termin - biblioterapia reminiscencyjna. Dla innych natomiast terapia reminiscencyjna jest odrębną formą terapeutyczną. Wydaje się, iż w tej dyskusji więcej argumentów przemawia za odrębnością terapii wspomnieniowej od biblioterapii, gdyż definicje biblioterapii wskazują jako główny środek terapeutyczny czytelnictwo.” (Krzysztof Samela - Autobiografia)


►„Opowiadanie o życiu, rekonstrukcja własnej biografii zakłada zatem proces autokreacji, kształtowania siebie, ale także ciągłego poszukiwania, odkrywania nowych wartości i znaczeń. Kształtowanie opowieści, a także jej przekształcanie będące efektem refleksji, może być jednym ze sposobów przyczyniających się do rozwoju osobowego człowieka w ciągu życia, pozwala na twórcze kształtowanie własnego życia i spełnienie. Przekraczanie dotychczasowych sposobów doświadczania świata, przełamywanie sztywnych wzorów interpretacyjnych umożliwia bowiem pomyślne przechodzenie przez kryzysy i momenty przełomowe. Pozwala na wielopoziomowy rozwój osoby, integrację wewnętrzną i uzyskiwanie poczucia spójności.” (Kamila Lasocińska - Autobiografia jako autokreacja. Twórcze aspekty procesu myślenia autobiograficznego w edukacji dorosłych)


►„Współcześni teoretycy skłonni są określać autobiografa jako „narratywistę” czy też „diachronika”, a więc kogoś, kto niejako wyprowadza wzór swojej osobowości z ogółu empirycznych danych, na które składa się jego rozciągnięte w czasie życie. Roma Sendyka, za Andrzejem Zawadzkim, łączy taką postawę z tradycją „nowożytnoeuropejskiego myślenia”, aktualizującą się „od Kartezjusza po fenomenologię Husserla”. Wiąże się z nią poczucie homologicznej jedności podmiotu piszącego autobiografię, autobiograf powiada bowiem: „wiem, kim jestem, dlatego mogę sam siebie opisać”. (Artur Hellich - Problem czasu i tożsamości w eseju autobiograficznym...) 



30 lipca 2022


29 czerwca 2026 - POST SCRIPTUM: [Be Yourselfie]


.

PostScriptum 4. Próżna próżnia

 

Kiedy przestało mi się chcieć oglądać telewizję, i kiedy jednym ruchem pozbyłam się ze swojego domu obu telewizorów, wtedy w powstałej wewnętrznej próżni mogłam zobaczyć, ile telewizyjnych śmieci w sobie nosiłam: w pamięci, w wyobraźni, w emocjach. Przez kilka dobrych miesięcy trwało to niezależne ode mnie oczyszczanie wnętrza z krzykliwych skrawków programów, z fragmentów migotliwych reklam, z obrazów i słów niewiele znaczących. W tym samym czasie odszedł ode mnie smak na alkohol: po prostu alkohol mnie rzucił! Działo się to ponad dwadzieścia lat temu. Palenie rzuciło mnie jeszcze wcześniej, lat temu prawie czterdzieści.


*


Telewizja odeszła, ale pojawił się w moim życiu internet, a z nim wejście w polityczne nawalanki, w których uczestniczyłam, traktując je najpierw jako przedłużenie wcześniejszych politycznych zaangażowań [Jestem pisuarem] [Elektorat w poszukiwaniu polityków] [Nie tak miało być], a potem po prostu jako internetowy sport – flame wars – co również nie pozostawało bez wpływu na to, co zaczęłam w swoim wnętrzu nosić. Zniknęły jedne wewnętrzne śmieci, raczej biernej natury, a pojawiły się inne, bardziej aktywne, do tego przeżywane w sposób agresywny, nad czym w głębi duszy boleję, ale cóż - temperament mam z natury skłonny do wchodzenia w polemiki, a do tego jeszcze świadomie założyłam prowadzenie w internetowych zwarciach czegoś w rodzaju gry z losem, polegającej na praktyce testowania swoich apriorycznych założeń właśnie w ogniu wymiany zdań czy ciosów, do tego prowadzonej do upadłego, czyli do obrony swojej racji, dodatkowo nie zawsze prowadzonej w sposób śmiertelnie poważny [Co prawda, to prawda] [Ciekawe].


Moja aktywność internetowa miała też poważniejszą stronę, związaną z prowadzeniem własnego bloga i spisywaniem na nim - głównie dzięki zachęcie ze strony czytelników - swojego życia i swoich o życiu przemyśleń. Jeden z dawnych blogerów salonu24.pl stwierdził kiedyś, że internet mi służy, a ja przyjęłam jego zdanie za dobrą monetę, jako że pochodziło z ust osoby, którą uważałam za człowieka poważnego. Ktoś innych z kolei - osoba również poważna - zachęcał mnie do archiwizowania nie tylko tekstów, ale również toczących się pod nimi rozmów czy dyskusji, co też robiłam w odniesieniu do lat 2007-2011, kiedy dyskusje pod tekstami były najbardziej treściwe. I tak dalej, i tak dalej, konsekwentnie szłam za głosem czytelników bloga, w myśl zasady – vox populi, vox Dei [Od kuchni].


*


Obecna sytuacja jest inna niż ta sprzed kilku lat. Mój pamiętnikarski blog stopniowo zamiera, przez co zaczęłam nazywać go raczej brulionem, w którym tymczasowo zamieszczam teksty, zanim ostatecznie dopracowane zarchiwizuję w całkiem innym miejscu w sieci, czekając w sumie na moment, kiedy również internet mnie rzuci, tak jak rzuciło mnie tyle innych uzależnień [Rzuciło mnie palenie]. Życie, które udało mi się przez prawie piętnaście lat blogowej aktywności tutaj spisać, zostaje coraz bardziej za mną. Wspomnienia, niezależnie od ich charakteru, już nie obciążają mojej pamięci, wyobraźni, emocji, ponieważ - zostały zamknięte na blogu.


Pamiętam, jak wiele lat temu, w czasach przed-internetowych, medytując w myślach nad różnymi aspektami swoich doświadczeń życiowych, wykrzyknęłam kiedyś zadziwiona: - Ależ ja mam ciekawe życie wewnętrzne! - Nic więc dziwnego, że w tamtym czasie głosiłam wszem i wobec, że nie boję się samotności, gdyż tak, jak nie nudziłam się będąc wśród ludzi, tak samo nigdy nie nudziłam się będąc sama ze sobą. Teraz jednak, kiedy coraz mniej czuję siebie w sobie, nie jest już tak łatwo. Przestrzenie zewnętrzne i wewnętrzne coraz bardziej pozostają poza moim zasięgiem. Pozostaje więc zagospodarowywanie pozostałego czasu prostymi zajęciami codzienności, swoista celebracja liturgii godzin.


*


Spisywanie autobiografii pomogło mi jednak spojrzeć w sposób uporządkowany wstecz na różne ścieżki, drogi i zawiłości życia, co pewnie miało również charakter terapeutyczny. Kiedy w mojej obecnej zewnętrznej i wewnętrznej próżni - nie tylko od kontaktu z ludźmi, nie tylko od wielu aktywności, nie tylko od siebie samej, ale również od dawniejszego poczucia obecności Wszechobecnego - wyraźniej mogę znowu zobaczyć pojawiające się od czasu do czasu w moim wnętrzu fruwające śmieci, czyli różne psychiczne i duchowe życiowe zaszłości, będące prostymi pochodnymi siedmiu grzechów głównych. Mając teraz lepsze spojrzenie na własne życie, lepszy tego życia ogląd, łatwiej jest mi robić z tymi śmieciami porządek, głównie poprzez coraz pełniejsze rozumienie doświadczanych wewnętrznych mechanizmów. Obok zrozumienia, dobrym lekarstwem - poza modlitwą, czyli odnoszeniem doświadczanych spraw do Pana Boga - jest też śmiech, na przykład kiedy wyśmiewam swoją wrodzoną próżność, córkę pychy, którą w próżni widać bardzo wyraźnie, niemal jak w warunkach laboratoryjnych [Rachunek sumienia]. Nie po próżnicy więc doświadczam próżni, natomiast pamięć o tym, że tam gdzie jest teraz pustka, kiedyś odczuwałam pełnię, niesie ze sobą nadzieję. Pamięć jest bowiem domeną nadziei: wiara - rozum; miłość - wola; nadzieja - pamięć. Władze duszy (rozum, wola, pamięć) wzmacniane są specjalnymi cnotami/zdolnościami udzielanymi człowiekowi przez Boga/Ducha: wiarą, miłością i nadzieją. [Milczenie w sieci]


Proszę przyjdź!


Panie -


Proszę, przyjdź!

Przyjdź jako Światło i Ogień -

Światło wiary dla mego rozumu,

Ogień miłości dla mojej woli.

Przyjdź, Panie, nie zwlekaj -

Ojcze, przyjdź w Jezusie Chrystusie

przez Ducha Świętego:

Przyjdź w Świetle i Ogniu. Amen.


kwiecień 2001


Bóg-Ojciec: to Ojcostwo zawiera w sobie Jego macierzyństwo, Jego miłość oblubieńczą, Jego przyjaźń, Jego gościnność... Ojcostwo Boga – naszą ojczyzną...


17.12.2021

 

 

.