Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seeger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seeger. Pokaż wszystkie posty

DObrus, NAbis


Nikt mnie o to nie prosił, ale to nie szkodzi. Napiszę, co mam do napisania, tak jak będąc w pierwszej klasie szkoły podstawowej mówiłam na lekcjach, co miałam do powiedzenia, chociaż nikt mnie o to nie pytał. Nauczycielka była załamana, moi rodzice byli załamani, ale niezbyt długo. Po dwóch lub trzech miesiącach nauczycielka pochwaliła mnie przed rodzicami, że nie ma pytania, na które nie znałabym odpowiedzi. Tak więc nic dziwnego, że nawet bez zadawania mi pytań wiedziałam, co miałam mówić. Tak samo teraz doskonale wiem, co mam napisać, bez niczyjego proszenia mnie o to.


*


Najpierw więc będzie o tym, że nie przeczytałam żadnej książki kapitana Borchardta, ale i tak wiedziałam, jak skorzystać z jego twórczości. Gdzieś kiedyś posłyszałam coś, co mnie zainteresowało, więc przeczytałam kilka stron wspomnień kapitana, aby je wykorzystać dla dobra moich uczniów, wiele lat temu, a potem co roku przekazując kolejnym znajomym maturzystom praktyczną poradę, jak można zdawać egzaminy z języka angielskiego metodą Wielkiego Maga.


Nie będę teraz rozpisywać się o tej metodzie, a kto jest jej ciekawy, jeśli poczyta sobie książki kapitana, to pewnie w którejś na Wielkiego Maga trafi. Żeby jednak nie wyjść na kompletną egoistkę, mogę teraz całkiem gratis poradzić, jak sobie radzić w jednym z języków obcych z rozumieniem aspektu określanego mianem Perfect. Wystarczy bowiem jedynie posłuchać mowy kaszubskiej: - Mam byte w Brusach. - powie taki Kaszub. I będzie to znaczyło identycznie to samo, co I have been in (to) Brusy w takim na przykład języku angielskim.


Przykład powyższy jest bardzo dobry, ale nie wiem, czy do końca prawdziwy, gdyż po prawdzie nigdy nie słyszałam żadnego Kaszëby tak mówiącego, a jedynie słyszałam, że ktoś mówił, że oni tak mówią. Słyszałam natomiast na własne młode uszy, kiedy dawno dawno temu bywałam u mojego wujostwa mieszkającego wtedy niedaleko wspomnianych wyżej Brus, jak mówiło się w ich domu, kiedy jechało się tamże rowerem w celu zakupienia chleba w tamtejszym sklepie spożywczym: - Jadę DObrus POchleb. - z akcentem na przyimki DO i PO, wymawiane jednym tchem z następującymi po nich rzeczownikami.


*


Ten chleb oraz te Brusy przyszły mi na myśl, kiedy zastanawiałam się nad tytułem notki, która chodziła mi po głowie, i kiedy jedynym pomysłem na tytuł, jaki mi do tej głowy przychodził, było niby dobre, ale jednak nie najlepsze sformułowanie. Postanowiłam więc proste „Na bis” nieco urozmaicić, przez ukaszubienie go w kierunku „NAbis”. A potem przypomniały mi się te Brusy, i to byte w nich, i ta cała reszta, i jeszcze to, że chociaż po notce Seegerowi poświęconej [Kobieta zdradziecka, mon amour] nikt mnie o żaden bis nie prosił, to ja i tak swoje powiem, bo tak już od dziecka mam. Piosenka z bardzo dawnego repertuaru Pete Seegera, którą na ten bis teraz zaprezentuję w innym - nowym i ciekawym - wykonaniu, dawno temu w peerelu służyła mi za pomoc dydaktyczną, kiedy pracowałam w ogólniakach. Przy jej pomocy nie tylko uczyłam języka obcego, ale też chciałam przy okazji ostrzegać nią uczniów, żeby nie dawali się zunifikować, zestandaryzować, zuniformizować, czyli inaczej mówiąc - wpakować do jednego pudełka.


Little Boxes - w wykonaniu Walk off the Earth:

 


I jeszcze taką buntowniczą piosenką z repertuaru amerykańskiego komunisty karmiłam kiedyś moich polskich uczniów, żeby myśleli, a nie przyjmowali w sposób bezkrytyczny wszystkiego, czego próbowała ich uczyć peerelowska propaganda: What Did You Learn in School Today? (Czego nauczyłeś się dzisiaj w szkole?) - w wykonaniu Pete Seegera:

 

.


04.05.2021

 

 

.

Kobieta zdradziecka, mon amour


Nie pamiętam, w jaki sposób wpadłam na niego, a właściwie na parę jego piosenek, gdyż z zasady zapadają mi w pamięć właśnie konkretne utwory, a nie całość twórczości tego czy innego artysty. Zdarza się jednak, że czasami lubię przyjrzeć się sylwetce i życiu kogoś, czyje dzieło mnie akurat z tych czy innych powodów zafascynowało. Jeśli jednak idzie o osobę Pete Seegera, wystarcza mi wiedza ograniczająca się do faktu, że jest amerykańskim komunistą.


*


Nie pamiętam, żebym w czasach peerelu spotkała się z jakąś oficjalną - radiową lub telewizyjną - promocją jego osoby i jego twórczości. Również Radio Luxembourg, którego namiętnie słuchałam, też chyba nie nadawało jego utworów. Więc skąd o nim wiedziałam? Być może dowiedziałam się o nim na studiach - od moich brytyjskich czy amerykańskich wykładowców? Były to lata 1970-te i lewicowe protest songi były wtedy na topie. Być może wtedy podpowiadali nam, z jakich angielskojęzycznych piosenek można korzystać w charakterze pomocy naukowych? Może tak było?


Nie wiem, czy oprócz słuchania Seegera, czegoś o nim kiedyś, jeszcze w przed-uniwersyteckiej młodości, nie przeczytałam w pewnym bardzo trudnym w tamtych czasach do zdobycia czasopiśmie: „Drukowany w USA, przez Wydawnictwo Rządu Stanów Zjednoczonych, kolorowy miesięcznik „Ameryka" musiał być dla Polaków w latach 60. i 70. ucieleśnieniem amerykańskiego snu i źródłem marzeń o rajskim życiu na zachodzie”. Ale czy rządowe wydawnictwo Stanów Zjednoczonych, służące głównie propagowaniu amerykańskiego stylu życia, rozpisywałoby się o komuniście? O prezydencie Johnie Kennedym jak najbardziej mogłam tam przeczytać, i pamiętam, że kiedy JFK zginął w zamachu, jako jedenastolatka z własnej inicjatywy urządziłam wtedy w domu mały ołtarzyk poświęcony jego pamięci, przed którym pełniłam dobrowolną wartę – na baczność.


Ówczesnym przywódcom z mojego zakątka Europy na pewno nigdy takich honorów nie oddawałam, chociaż w szkole podstawowej i średniej zdarzało mi się chodzić na pochody pierwszomajowe, a w tej ostatniej nawet dałam zapisać się do ZMS, o czym parę lat temu z biciem się w piersi wspominałam [Felix culpa]. A na przełomie ogólniaka i studiów (sic!) prenumerowałam całkiem nie-amerykańskie, szaro-buro ilustrowane czasopismo, wydawane przez całkiem inny kraj, a zatytułowane – „Kobieta radziecka”. Prawdopodobnie poznałam je w szkole na lekcjach rosyjskiego, ale co mi się w nim tak spodobało, i czego w nim tak szukałam – zupełnie nie pamiętam. Z jakichś względów wolałam Kobietę radziecką od polskiej Przyjaciółki.


Prasę w ogóle bardzo lubiłam czytać - i to raczej nie-radziecką - więc przez wiele lat intensywnie korzystałam z instytucji pod nazwą czytelnia Empiku. Lubiłam jej klubową atmosferę z wygodnymi fotelikami i barkiem, w którym można była zamówić herbatę, a może nawet kawę, kiedy akurat była osiągalna w handlu. Lubiłam też towarzystwo innych stałych bywalców, no i szeroki wybór prasy szarej i kolorowej, w różnych językach. Po polsku tam czytałam głównie prasę literacką, a w niej uwielbiałam felietony Hamiltona, Polaka piszącego pod takim pseudonimem. Uwielbiałam też czytać polskie przedruki felietonów Arta Buchwalda, Amerykanina, ale już nie pamiętam, czy drukowała je Kultura czy Polityka. Buchwald był oczywiście dziennikarzem lewicującym, co tłumaczyłoby dlaczego peerelowska prasa publikowała go.


Jak wspomniałam, w Empiku chyba nie czytywałam żadnej prasy radzieckiej, natomiast chłonęłam gazety i czasopisma w języku angielskim, którego wtedy uczyłam się w szkole, ale również w językach francuskim i włoskim, których nie uczyłam się, i których zupełnie nie znałam, a jednak – o dziwo – chyba rozumiałam, co czytam. Były to bowiem głównie artykuły o kinie francuskim i włoskim, które wtedy kwitło, a ja w tamtym czasie byłam tak bardzo zapaloną miłośniczką dziesiątej muzy, że byłam w stanie przeniknąć te obcojęzyczne teksty, żeby tylko dowiedzieć się, co w tamtych krajach za żelazną kurtyną w kinematografii piszczy.


*


A teraz – Ladies and Gentlemen, Panie i Panowie, Уважаемые Господа – na koniec notki pod nieco zdradzieckim tytułem, a w przeddzień majowego święta pracującego ludu miast i wsi, folkowy Pete Seeger, o którym nie za wiele wiem, i o którym niczego nowego dowiadywać się nie chcę, ale który ostatnio mi się dziwnie przypomniał [A więc, jak założyłam, a tu – mały szok!]:


If I Had A Hammer, czyli – gdyby Seeger miał młotek, to waliłby nim jak świat szeroki, rano i wieczorem:

 



We Shall Overcome, czyli – Seeger mocno wierzy, że któregoś dnia oni zwyciężą:

 

 





30.04.2021

 

 

.